Pochopne wnioski, czyli 6 rzeczy, które wiemy po drugiej kolejce

Pochopne wnioski, czyli 6 rzeczy, które wiemy po drugiej kolejce

 Za nami już druga kolejka Premier League. Czas więc wyciągnąć kolejne pochopne wnioski. Kto zawiódł, rozczarował, a kto pozytywnie zaskoczył? Która drużyna wygra tytuł, a kto pożegna się z najlepszą ligą świata?

Druga runda rozpoczęła się w sobotę, a zakończyła w poniedziałek. Liderem tabeli z dwoma zwycięstwami jest Manchester City. Komplet punktów ma też Liverpool, Chelsea, Watford, Tottenham i Bournemouth. Bez punktów natomiast ciągle jest Arsenal, Fulham, West Ham i Huddersfield.

City mknie po obronę

Ostatnim razem tytuł w Premier League obronił Manchester United. Czerwone Diabły dokonały tego w sezonie 2008/09. Za ich sterami był ciągle Alex Ferguson, w świetnej formie był Rooney, a Cristiano Ronaldo był największą gwiazdą ligi. Dziś Ferguson jest już dawno na emeryturze, Rooney kończy karierę w stolicy USA, a Ronaldo próbuje podbić kolejną ligę po długim pobycie w Realu Madryt. Obrona tytułu była bardzo dawno. PL jest tak dobra właśnie przez to, że jest tak konkurencyjna. Pewnie, kilkukrotnie powtarzaliśmy, że tym razem ten, czy inny zespół obroni trofeum.

Dzisiaj jednak próżno szukać rywala dla City. Obywatele rozgromili na własnym stadionie Huddersfield 6:1, choć mogli wygrać znacznie wyżej. W dobrej formie jest Gabriel Jesus, David Silva wrócił do topowej dyspozycji, Ederson notuje asysty, Kun Aguero wygląda być może lepiej niż nigdy, a Benjamin Mendy okazał się najlepszym transferem tego lata (zawodnik był w kadrze City, ale poprzedni sezon w dużej mierze zabrały mu kontuzje). Choć Kevin de Bruyne doznał groźnego urazu, nikt się tam nie zamartwia i kilku zawodników pewnie to cieszy. W zespole rywalizacja nie tylko toczy się o wyjściową jedenastkę, ale o meczową osiemnastkę. Nagromadzenie talentu powoduje, że znane gwiazdy lądują na trybunach. Wydaje się, że drużyna z Manchesteru mogłaby wystawić dwie jedenastki i każda z nich walczyłaby o końcowy triumf. Potwór, którego stworzył Guardiola, pożera kolejne ofiary i nie chce przestać. Jedynie...

Liverpool dotrzymuje kroku

Na zakończenie kolejki the Reds pokonali na wyjeździe Crystal Palace. Drużyna z Liverpoolu wygrała ledwie 2:0, ale przez całe spotkanie kontrolowała wynik. Bardzo dobry start sezonu ma Naby Keita . Młody Gwinejczyk stworzył swoim kolegom kilka wybornych okazji, a każde jego podanie napędzało akcje. Niemiecki szkoleniowiec wreszcie ma też bramkarza. Alisson jest bardzo dobry na linii, na przedpolu, a w ostatnim meczu pokazał też, że świetnie rozgrywa nogami.

Do najwyższej formy nie doszedł jeszcze Salah. Jest więc jeszcze dużo miejsca na poprawę. Juz dzisiaj jednak zespół z Anfield pokazuje, że jeśli ktoś ma się postawić Manchesterowi City w tym sezonie, to tylko Liverpool.

Dziwaczne derby Londynu

Patrząc na zdobycz punktową i potencjał drużyny, powinniśmy do pościgu za the Citizens londyńską Chelsea. Trudno jednak na razie wyciągnąć jakiekolwiek wnioski. The Blues zagrali bardzo dobre pierwsze 25 -30 minut meczu z Arsenalem. Dominacja, szybkie tempo, stwarzanie kolejnych okazji - tak wyglądała Chelsea przez dwa kwadranse. Doprowadziło to do szybkiego prowadzenia na 2:0, a szans na zdobycie bramek było znacznie więcej. Kiedy już wydawało się, że Kanonierzy poniosą kolejną bolesną porażkę, nagle podopieczni Maurizio Sarriego przestali grać. Arsenal zaczął dominować i, pomimo beznadziejnej skuteczności swoich napastników, jeszcze przed przerwą doprowadził do wyrównania. Trybuny Stamford Brigde były w szoku.

Po przerwie włoski szkoleniowiec gospodarzy wpuścił na boisko Hazarda i Kovacicia, którzy wnieśli ożywienie w grę swojego zespołu. Ten pierwszy stworzył też okazję, która doprowadziła Chelsea do wygranej. Ostatecznie więc Chelsea grała bardzo dobrze przez 35-40 minut w ciągu meczu i to wystarczyło na wygraną. Jeszcze dużo pracy przed Sarrim, zanim to wszystko zacznie funkcjonować przez dłuższy czas.

Wiele to też mówi o ich przeciwnikach zza miedzy. Arsenal dał się na początku stłamsić, a później, gdy rywale stanęli, nikt nie trafiał w pusta bramkę. Aubameyang przestrzelał na potęgę. Trudno być optymistą, będąc fanem drużyny Emery'ego.

Kane jednak potrafi strzelać w sierpniu

Przez lata podśmiewaliśmy się z Harry'ego Kane'a, który nigdy nie potrafił pokonywać ligowych bramkarzy na początku sezonu. To wyglądało, jak jakaś klątwa. Kiedy minął sierpień, jak za sprawą czarodziejskiej różdżki snajper Tottenhamu odżywał. Koguty na starcie sezonu znów wyglądają bardzo dobrze i, pomimo braku transferów, znów mogą powalczyć o top4. Kadra Hotspur jest na tyle mocna i doświadczona, a Pochettino to bardzo dobry fachowiec, więc to może znów wystarczyć.

Quo Vadis, Jose?

Inaczej sytuacja ma się w czerwonej części Manchesteru. United wydają się zagubieni, a Mourinho tworzy wokół siebie okopy, znów krytykuje swoje gwiazdy i nie jest w stanie dogadać się z Paulem Pogbą. Francuski pomocnik znów zawiódł, pomimo strzelonej bramki. Ogółem cała drużyna wyglądała słabo. Na ich tle Brighton prezentował się, jak Real Madryt. Mou od lat grał toporną piłkę. Zwykle opierało się to na bardzo mocnej obronie i kontrataku. Teraz nie ma ani kontr, ani defensywy. Portugalski szkoleniowiec narzekał na brak klasowego stopera. W niedzielę wystąpiła dwójka, którą zakupił sam Portugalczyk. Bailly i Lindelof robili katastrofalne błędy, a mimo to Jose nie robił nic, by to zmienić.

Mourinho jest zagubiony i eksperci zakładają się, czy dotrwa na stanowisku do świąt Bożego Narodzenia, czy nie. Guardiola przychodził do City w tym samym czasie, co Mou do United. Jeden ciągle rozwija i buduje swoich zawodników, odnosząc przy tym sukcesy. Drugi wciąż oskarża swoich piłkarzy o wszystkie grzechy świata, publicznie ich krytykuje, a drużyna gra zdecydowanie poniżej oczekiwań. Manchester United musi coś zrobić. Być może wszystko się odmieni i za dwa tygodnie będę się kajał. Na razie jednak liga jedzie do przodu, a United stoi w miejscu.

Beniaminki wrócą do Championship

Nowe drużyny w lidze znów zawiodły. Dotychczas cała trójka beniaminków w dwóch kolejkach zgromadziła dwa punkty na możliwych 18. W pierwszej rundzie zapunktował Wolverhampton, a w drugiej Cardiff. Walijczycy nie byli w stanie wygrać, grając 30 minut w przewadze. Remis zawdzięczają przede wszystkim temu, że Kenedy w 96' fatalnie wykonał karnego. Wolves przegrało mecz już w pierwszej połowie. Leicester kontrolował spotkanie i Wilki nie miały żadnych kontrargumentów.

Fulham miał za rywala ligowego potentata, natomiast londyńska drużyna też nie sprawia wrażenia zbyt solidnego. Z Tottenhamem dali się stłamsić i na koncie mają okrągłe zero.

Choć to dopiero początek, każdy z beniaminków wygląda naprawdę słabo. Jeśli nie spadnie cała trójka, będzie to chyba zasługa innych drużyn, które wyglądają równie słabo (ot, choćby Huddersfield).

Dawid Paluch


Aby dodać komentarz, musisz być zalogowany
Strona wykorzystuje pliki cookies zgodnie z polityką prywatności, aby zapewnić świadczenie usług na najwyższym poziomie.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. zamknij [x]